Powersport > Wydarzenia specjalne > Skandia Maraton > Wywiady z najlepszymi rowerzystami na Skandia Maraton

Oferta Powersport

Karty sportowe

poprzednim miesiącu maj 2012 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 18 1 2 3 4 5 6
week 19 7 8 9 10 11 12 13
week 20 14 15 16 17 18 19 20
week 21 21 22 23 24 25 26 27
week 22 28 29 30 31
Reklama

Logowanie



Wywiady z najlepszymi rowerzystami na Skandia Maraton

Wywiady z najlepszymi rowerzystami na Skandia MaratonZawodnicy Mróz ActiveJet - Bartosz Banach wraz ze swoim bratem Robertem wygrywają wyścig za wyścigiem cyklu Skandia Maraton LangTeam. W Chodzieży najlepszy okazał się Robert, natomiast kolejne dwie edycje Skandii - w Bielawie i Białowieży - padły łupem młodszego z braci, Bartosza.




Bartosz Banach: "Rozumiemy się bez słów"


- W tym roku trafiłeś do grupy Mróz ActiveJet. Utworzenie górskiej części zespołu Piotra Kosmali było chyba strzałem w "10"?

- Dokładnie! To był strzał w dychę. Organizowanych jest coraz więcej wyścigów MTB i maratonów. Dzięki temu nasza grupa może wiele pokazać mając wieloletnie przygotowanie w ściganiu się w kolarstwie górskim.

- Macie za sobą już kilka zwycięstw, a w Skandia Maraton LangTeam wygraliście dotychczas wszystkie edycje na królewskim dystansie Grand Fondo. Z tego co dało się zauważyć, wygrane to nie tylko zasługa świetnego przygotowania, ale i super zgrania taktycznego.

- Mięliśmy bardzo mocne przygotowanie do sezonu. Dwa 10-dniowe zgrupowania w Hiszpanii i bardzo ciężki wyścig w Urugwaju, gdzie do przejechania było 11 etapów. Obecnie widać tego efekty na wyścigach, ale też częścią sukcesu jest zgranie. Jak na razie jest nas trójka, która staruje na królewskich dystansach - Krzysiek Krzywy i mój brat Robert. Trenujemy, ścigamy się razem od wielu lat, więc rozumiemy sie bez słów. Myślę, że jak na razie jesteśmy najmocniejszą ekipą w Polsce.

- Ostatni start w Białowieży, był piekielnie szybki. Wykręciłeś średnią ponad 35km/h! Czy możesz szczegółowo opisać jak wyglądała rywalizacja na trasie?

- Wyścig był bardzo szybki, ciężki, bo nie było tak łatwo oderwać się od około 15-osobowej grupki, która uformowała się na pierwszych kilometrach. Każdy z nas - ekipy Mróz ActiveJet - próbował uciekać przez pół dystansu maratonu, chodź za każdym razem doganiano nas. Gdy wjechaliśmy na drugą rundę był krótki ciężki odcinek. Tym jedynym miejscem, gdzie można było zgubić przeciwników był grząski piasek. Wykorzystaliśmy go i udało się mi i Robertowi uzyskać małą przewagę nad resztą zawodników. Na asfalcie tak podkręciliśmy tempo, że wszyscy z tyłu jechali sami i uzyskaliśmy satysfakcjonującą przewagę. Doszedł nas tylko Andrzej Kaiser i Michał Putz, który później odpadł. Z Andrzejem jechaliśmy po mocnych zmianach prawie do samego końca. Na kilometr do mety udało się odskoczyć od Andrzeja i Roberta. Na metę dojechałem pierwszy z 10-sekundową przewagą. Robert niestety przegrał finisz o drugą pozycję.

- Jak wygląda przygotowanie do takiego dystansu pod względem żywieniowym. Macie jakieś sprawdzone danie na śniadanie?

- Śniadanie spożywamy trzy godziny przed wyścigiem i najczęściej jemy makaron albo jajecznicę, lub słodkie bułki. Wszystko zależy co jest do wyboru, ale najczęściej to właśnie makaron z oliwą, bo jest najbardziej energetycznym i wartościowym posiłkiem. Oczywiście do tego trochę białka - tuńczyk albo kurczak.  Na samym wyścigu też musimy jeść, ponieważ podczas rywalizacji w maratonie potrafimy spalić ponad 3500 kalorii. Batony, żelki i napoje energetyczne są niezbędne przy tak długich dystansach.

- To, że trzeba jeść podczas startu to wiemy. Jakie ilości są optymalne, aby nie "odcięło przysłowiowego prądu"?

- Podczas wyścigu 4-godzinnego potrafimy wypić około 3-4 bidonów, więc jak widać średnio jest to bidon na godzinę. Wszystko zależy też od pogody, gdyż jak jest cieplej to tych płynów spożywa się więcej. W czasie wyścigu jemy około dwóch batonów energetycznych i dwóch żelków. To standardowo wystarcza na maraton.

- Ile trwa regeneracja po takich zawodach rowerowych jak Grand Fondo na Skandii? Robicie sobie dzień wolny?

- Po wyścigu Skandii na dystansie Grand Fondo musimy odpocząć od ciężkich treningów ze dwa dni. Nie znaczy to, że siedzimy przed telewizorem. Korzystamy z aktywnej przejażdżki od 1 do 2 godzin, poświęconej spokojnym pedałowaniu, ponieważ organizm jest zmęczony nie tylko po wyścigu, ale i po podróży. W końcu na każdy wyścig z Gdańska jest daleko.

- Jakie są twoje dalsze plany na ten sezon?

- Plan to jak na razie trzymać formę jak najdłużej i walczyć o wygraną na Skandii, a także w Pucharze Polski oraz mistrzostwach Polski w maratonie. Mam nadzieję, że będę mógł uczestniczyć w mistrzostwach świata, gdzie chcę poprawić swój wynik z zeszłego roku.

- A jaki główny cel?

- Puchar Polski i mistrzostwa świata.

Biuro prasowe LangTeam



Kołodziejczyk: "Chce się tu przyjeżdżać"


Bartosz Kołodziejczyk jeżdżący pod szyldem Chodzieskiego Towarzystwa Rowerowego rozpoczął swoją przygodę z rowerem dzięki ojcu. Po ubiegłorocznych zmaganiach, gdzie wręcz zakochał się w cyklu Skandia Maraton LangTeam, postanowił, że  w tym roku chce odgrywać kluczowe role na dystansie MINI.

Póki co udaje mu się to świetnie, gdyż wygrał zawody rowerowe "u siebie" - w Chodzieży, a w miniony weekend okazał się najlepszy w Białowieży. Pomimo małej wpadki w Bielawie, gdzie był dopiero siódmy, z dużą przewagą prowadzi w klasyfikacji generalnej dystansu MINI w kategorii M-1.

- Bartoszu, jak możesz ocenić trasę w Białowieży? Z relacji startujących sprzyjała ona rozwijaniu wysokich prędkości.

- Rzeczywiście trasa była bardzo szybka. Tworzyły się tzw. pociągi, czyli kolarze jechali jeden za drugim. Tempo był naprawdę wysokie. Trudnością był piasek na jednym z podjazdów oraz dziury, które potrafiły skutecznie wybić z rytmu.

- Finiszowe kilometry były bardzo zacięte. Jak wyglądały z twojej perspektywy?

- W końcówce odjechał zawodnik , który wygrał w wyższej kategorii wiekowej.  Zacząłem  go gonić i jeszcze przed stadionem zdołałem wysunąć się na pierwszą lokatę. W końcówce pękła mi szprycha, ale udało się utrzymać prowadzenie aż do mety.

- Skąd u ciebie taka pasja do rywalizacji i do roweru? W twoim mieście nie ma przecież tradycji kolarskich.

- W Chodzieży nie ma klubu kolarskiego, ale mój tato również jeździ na zawody Skandia Maraton i to właśnie dzięki niemu wsiadłem na rower. Początkowo tylko dla przyjemności, dla spędzania aktywnie wolnego czasu. Od zeszłego roku trenuję już więcej, a obecnie podchodzę do tego bardzo poważnie.  

- Jakie cele postawiłeś sobie przed tegoroczną Skandią Maraton LangTeam?

- Chciałbym wygrać klasyfikację generalną. Póki co prowadzę i mam nadzieję, że uda mi się utrzymać tę pozycję do końca. Chcę dalej wygrywać i do tego będę dążył.
- Jeździcie po całej Polsce?

- Oczywiście! Na pewno pojawimy się na kolejnych edycjach.

- Dlaczego właśnie Skandia Maraton? Mamy przecież dużo imprez tego typu w Polsce.

- Skandia Maraton dotarła do Chodzieży i właśnie tam po raz pierwszy spotkałem się z maratonami rowerowymi. W imprezie Czesława Langa jest coś takiego, że chce się tu przyjeżdżać. Tata zadecydował, że właśnie tutaj będziemy się ścigać, podobnie jak reszta ekipy, dlatego właśnie ten cykl jest dla nas priorytetowy.

Biuro prasowe LangTeam



Sławomir Pituch powrócił po latach


Sławomir Pituch wygrał wyścig na dystansie Medio, podczas trzeciej edycji Skandia Maraton LangTeam w Białowieży. Pochodzący z Bytowa zawodnik - czyli z miejscowości Czesława Langa - nie jest anonimową postacią w kolarskim światku.

Niewiele osób pamięta, że Sławomir Pituch był jednym z najlepszych kolarzy przełajowych młodego pokolenia w Polsce. Trenując w klubie Baszta Bytów odnosił wiele sukcesów w Pucharach Polski, a także na mistrzostwach Polski. Pierwsze sukcesy przyszły pod koniec lat 90-tych, kiedy to jako młody adept kolarstwa, zajął czwarte miejsce, podczas najważniejszej imprezy dla młodzików.
W kolejnych latach, urodzony w 1985 roku zawodnik, nadal czynił postępy. W 2000 roku, jako pierwszoroczny junior młodszy, zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Polski w Pile. Rok później w Zielonej Górze wywalczył srebro. W 2003 roku, już jako junior, ponownie był drugi podczas mistrzostw Polski w Złotym Potoku. Pituch wielokrotnie reprezentował również Polskę w zawodach międzynarodowych.

- Miałem pięcioletnią przerwę spowodowaną kontuzją, ale mam zamiar wróci do kolarstwa i się tym bawić. Oczywiście nie mówię tu o zawodowych występach, po prostu kolarstwo to moja pasją i nadal chcę w tym uczestniczyć - powiedział po zawodach w Białowieży Pituch, którego od ubiegłego roku możemy ponownie oglądać na rowerze.

- Wrócić jest bardzo ciężko, gdyż przez tę przerwę trochę przytyłem i te kilogramy trzeba ze sobą wieźć. Myślę, że będzie coraz lepiej, a za rok, dwa będzie bardzo dobrze. W tym sezonie chcę pojechać wszystkie maratony, każdą z edycji Skandia Maraton LangTeam i powalczyć klasyfikacji generalnej. Myślę również o powrocie do kolarstwa przełajowego. Chciałbym się zacząć ścigać od października - dodał reprezentant ekip Corratec.

Szybko można było zauważyć, że Pituch nadal kocha cyclo-cross. W Białowieży wystartował właśnie na rowerze do tej odmiany kolarstwa. - Na rowerze przełajowym rzeczywiście jeździło się szybciej. To był klucz do zwycięstwa w Białowieży, gdyż trasa była płaska oraz bardzo szybka - stwierdził Pituch.

- Na około trzydziestym kilometrze spadł deszcz i był odcinek z błota. Tam postanowiłem zaatakować, gdyż widziałem, że chłopaki się gubią w błocie, a ja miałem tą przewagę, że ścigałem się kiedyś w przełajach. Udało mi się odjechać na solo i dojechać samotnie do mety.

Pituch na dystansie Medio, w klasyfikacji generalnej kategorii M-2 zajmuje 5. miejsce.

Wrzuć na:

Facebook MySpace Twitter Digg Delicious Stumbleupon 
stat4u